czwartek, 10 października 2013

Rozdział Czwarty

Niall przeżuwał przekąski bardzo wolno, a mną wstrząsały dreszcze. Ciekawe, dlaczego? Było przeraźliwie zimno, więc naciągnęłam sweter na nadgarstki. Zmieniłam numer Nialla z „Harry S” na ,,Niall H”. Wolałam od razu, gdyż zapewne później bym zapomniała. Nie miałam pojęcia, co robić. Niall jadł, a ja… Ja siedziałam i, jak ta idiotka patrzyłam się w ścianę. Mama zapewne nawet nie wie, kogo gości pod naszym dachem. Chociaż, co ją tam interesuje? Nigdy nie lubiała One Direction! Ale jednak, powinna wiedzieć, jak mój hm, przyjaciel się nazywa. Pociągnęłam go, gdy miał buzię zapełnioną jedzeniem, i wyszliśmy z pokoju. Wciąż trzymałam go za rękę, gdyż wyciągnęłam go siłą z pokoju, a raczej odciągnęłam od jego „żarełka”. Więc, gdy się trzymaliśmy za ręce musiało to wyglądać jednoznacznie.
- Mamo. To Niall. Mój…
- Chłopak?
- Kolega…
Puściliśmy swoje dłonie, choć bardzo to mi się podobało. Dotyk jego dłoni był taki miły, delikatny… Zaczerwieniłam się, jak burak zresztą on też. Mama patrzyła na nas z uśmieszkiem. Oj, wiedziałam co jej chodzi po głowie! Przełknęłam ślinę, bo nie lubiłam jeśli ktoś tak o mnie i o moim koledze myślał. Czułam się wtedy strasznie niezręcznie.
- Yhm… Lily, musimy już iść, bo ten… Do tego kina, bo zaraz seans i, wiesz…
- No… Wiem, a jak się spóźnimy to się film zmarnuje… To znaczy bilet, chodź.
Nie miałam pojęcia o, jakim o znowu kinie mówi, ale miałam ochotę wiać z domu, więc włożyliśmy buty, kurtkę, w ostatniej chwili złapałam torebkę i wyszliśmy. Niall otworzył mi drzwi swojego Mercedesa, wsiedliśmy i odjechaliśmy. Przez dłuższy czas jechaliśmy bez słowa, ale w końcu Niall włączył podgrzewanie i zaczął rozmowę:
- To, co chciałabyś dziś robić?
- Żartujesz? Wyglądam, jak kocmołuch, a ty chcesz mnie gdzieś zabrać?
- Wyglądasz bardzo ładnie.
Uśmiechnął się. Trudno było, jednak nazwać to uśmiechem. Uniósł lekko kąciki swoich ust. Był to słodki uśmieszek taki jakiego jeszcze nie spotkałam. Nie wierzę, że to pomyślałam. Tak, czy inaczej zarumieniłam się. Nigdy nie słyszałam takich słów od chłopaka. A, że był to mój idol… Zaczęłam skubać skórkę przy paznokciu. Chłopak włączył radio. Popłynęła jakaś piosenka. Nie mogłam się skupić na muzyce, wyglądałam przez okno. Czułam, że Niall jest skupiony na drodze, ale kątem oka mnie obserwuje. Właściwie zachowywałam się, jakbym znała tego chłopaka od zawsze. Nie pytałam, gdzie jedziemy, nie bałam się, że zrobi mi krzywdę. Znałam go zaledwie dzień, a wiedząc o nim tylko tyle, że nazywa się Niall Horan, wpuściłam go do własnego pokoju, wsiadłam do jego samochodu. Owszem, wiedziałam o nim trochę, jako fanka czytałam o nim, ale mimo to…
- Wiesz, co najbardziej w tobie lubię? Że nie zachowujesz się, jak fanka, ale jak koleżanka.
- Mhm, a jak was po raz pierwszy spotkałam?
- To się nie liczy, bo wtedy nas pierwszy raz na oczy zobaczyłaś, a teraz traktujesz mnie, jak normalnego człowieka.
- Każda fanka, by tak się chyba zachowywała, gdyby was lepiej poznała.
- Czy ja wiem? Niektóre fanki znamy dłużej niż ciebie, a one nadal zachowują się wobec nas, jak idol i fan.
- Czyli, jak?
- Wciąż robią sobie z nami zdjęcia, wciąż chcą autografy… Ciągle od nas coś chcą.
- Ja wtedy pod tym supermarketem…
- Nie broń ich, wiem co mówię.
Zamilkłam. Czyżby, czegoś nie wiedziała? Niall nie lubi swoich fanów? Po głowie krążyły mi różne myśli. Zagadki, pytania… Oblizałam wysuszone wargi. Poczułam pragnienie. Tak, bardzo chciało mi się pić, ale nie wiem, czemu nic mu nie powiedziałam. Wreszcie zatrzymał samochód, wysiedliśmy. Stanęliśmy przed jakimś budynkiem. Trudno było to coś nazwać. Cały budynek był średniej wielkości, pomalowany brzoskiwiniową farbą. Przed budynkiem stały stoliki z krzesłami. Były wielkie okna w, których wisiały białe, koronkowe firanki. Wyglądały tak delikatnie, jak sukienka baletnicy. Dopiero po chwili, ocknęłam się, jak ze snu. Nad drzwiami wysiał baner „Milkshake Bar”. Niall, chyba czytał mnie, jak moją książkę. Piłam milkshake wiele razy, ale nigdy nie byłam w milkshake’owym barze. Zawsze marzyłam o tym, żeby do niego pójść, ale w moim starym mieście czegoś takiego nie było, a że byłam dopiero w Londynie od trzech dni, nie pomyślałam, że mogłabym się wybrać, byłam zajęta czym innym. W dodatku, było to świetne na teraz, gdy straszliwie byłam spragniona. Weszliśmy do środka i dosłownie w tym samym czasie zaczął padać śnieg.
- Zajmij nam miejsce, a ja jakoś spróbuję zamówić nam napoje.
Dyskretnie zerknął na stolik z trzema dziewczynami, które miały koszulki z napisem „I love 1D”. Ściągnęłam swój szalik, i opatuliłam nim Nialla tak, żeby nie rzucał podejrzeń, i naciągnęłam mu swoją czapkę mocno na uszy. Uśmiechnęłam się do niego, bo wyglądał tak słodko…Przepędziłam od siebie te myśli, byłam jedynie jego koleżanką-fanką. I tak prędzej, czy później znajdzie tę dziewczynę, która z nim powinna być i, która spędzi z nim resztę życia. Czyli, co ja sugeruję, tłumacząc sobie „Byłam jedynie jego koleżanką…”, „I tak prędzej, czy później znajdzie tę dziewczynę…” ?! Ja po prostu jasno, przed sobą stawiam, że… OCH, ZAMKNIJ SIĘ! Niall podszedł do stolika, stawiając na niego milkshake’s i słomki. Poluzował trochę szalik, a mi zaszkliły się oczy. Kupił truskawkowy, mój ulubiony…
- Lily, ty płaczesz?
- Tak… Tak, ja płaczę. Ale nie martw się, to są łzy szczęścia.
- Ale, dlaczego? Co się stało?
- Kupiłeś mi mój ulubiony milkshake. W dodatku zabrałeś mnie do Milkshake Baru.
- No to co?
- Kocham te Bary, chociaż jestem tu pierwszy raz.
- Serio? Myślałem, że to będzie dla ciebie takie proste, ale wychodzi na to, że myliłem się.
Uśmiechnął się i upiliśmy w tym samym czasie łyk milkshake’a. Nigdy nie piłam tak dobrego! Pyszny, słodki… Nie byłam pewna, czy to prawda, czy sen. Nie wiem. Naprawdę nie wiem, co we mnie było takiego, że Niall praktycznie zaprosił mnie na „randkę”. Nie. To jest spotkanie koleżenśkie. Po kilku minutach milczenia, wypiliśmy napoje. Byłam na siebie wkurzona, że tak szybko wypiłam shake. Choć i tak szybciej wypił Niall. Gdybym jednak, jeszcze piła on poczekałby na mnie, byłabym z nim, a teraz pewnie mnie odwiezie do domu i już nigdy się nie spotkamy…

czwartek, 3 października 2013

Rozdział Trzeci

Chłopcy byli najzabawniejszymi osobami, jakie znałam. Umieli rozśmieszyć nawet wtedy, gdy siliłam się nie uśmiechnąć. Niall trochę się boczył, że przez to, że chciał mnie uratować dostało mu się trochę od reszty, ale kiedy udało mi się pomalować usta Liamowi szminką przełamał się i śmiał się z nas najgłośniej. Nie zauważyłam nawet, jak szybko za oknem się ściemniło. Nie otrzymałam niby żadnych SMS-ów od mamy, ale wiedziałam, że powinnam już wracać.
- Chyba już będę wracać…
- Ja cię podwiozę!
Harry podskoczył na kanapie, wyprzedzając Nialla. Blondyn naburmuszył się, więc nie miałam nawet nadziei, żeby na niego liczyć. Inni chłopcy najwyraźniej nie chcieli się zaproponować. Cóż wzruszyłam ramionami i z uśmiechem pokiwałam głową. Harry wziął ze stolika kluczyki, które wcześniej rzucił tam Niall, i włożyliśmy kurtki i buty. Weszliśmy do wypasionego auta. Harry przekręcił kluczykami w stacyjce i ruszyliśmy.
- Gdzie mieszkasz?
- Na East End.
Zaczerwieniłam się. Była to najuboższa i najgorsza dzielnica. W porównaniu z dzielnicą „hrabstwa” na, którym mieszkali chłopcy… Rumieniec totalnie mi osadził policzki.
- Ślicznie ci z tymi rumieńcami.
Dla Harry’ego to był powód do śmiechu, dla mnie nie.
- I w ogóle jesteś śliczna, wiesz? Jesteś taka naturalna… Ale z bólem serca oddaję cię Horanowi.
- Dlaczego?
- Pasujesz do niego, a on na ciebie patrzy, jak… Hm. Jeszcze na żadną swoją dziewczynę tak nie patrzył. Wpadł po uszy, zakochał się w tobie.
- A ty?
- Moje zauroczenia są przejściowe, ale mam nadzieję, że znajdę kogoś na stałe.
Zasmucił się. Walnęłam go pięścią w ramię, a ten zaśmiał się. Chciałam włączyć radio, on chyba też i przypadkowo nasze dłonie się spotkały. Podniosłam wzrok. Spojrzeliśmy sobie w oczy, i uśmiechnęliśmy się. Nagle spanikowałam:
- Skup się na drodze!
- Okej, okej. Wyluuuzuj.
Kiedy wreszcie podjechał pod mój dom… Pocałował mnie. Jego usta były ciepłe i miękkie. Całował świetnie, ale to nie było to. Uśmiechnęłam się. Harry zdziwiony oddalił się ode mnie i wykrzywił.
- Jeszcze żadna dziewczyna, którą pocałowałem… Nie uśmiechała się podczas pocałunku.
Zachichotałam. Wiedziałam, że to nic nie znaczy, on też. Nie wiem po, co to zrobił. Sprawdzał, czy mnie kocha? Nie obraziłam się na niego. Nie, nie… Dziękowałam mu. To był mój pierwszy pocałunek, choć miałam już siedemnaście lat.
- Dasz mi swój numer?
- Ok, ale nie mam długopisu.
Harry wyciągnął ze swojej kieszeni długopis i karteczkę jakby był przygotowany na możliwość, że w każdej chwili zdobędzie numer jakiejś dziewczyny. Choć fanki zrobiłyby wszystko, żeby on go miał. Napisałam na karteczce swój numer. Uśmiechnął się do mnie, kiedy podawałam mu notkę.
- Do zobaczenia.
- Pa.
Wysiadłam z samochodu i weszłam do domu. Mama siedziała w kuchni przy stole i czytała jakąś książkę. No tak. Gdy była w świecie swoich książek nie obchodziło jej nic, a nic. Poszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Czułam motylki w brzuchu. Tylko… Do kogo?!
                                                                          *
Wieczorem, kiedy miałam już kłaść się spać przyszedł do mnie SMS. Sięgnęłam niechętnie po komórkę, i spojrzałam na ekran. Spodziewałam się jakiejś bezdennej wiadomości, że „wygrałam sportowe auto”, ale zostałam mile zaskoczona! Nieznany numer napisał mi „Dobranoc”. Byłam pewna, że to Harry więc szybko zapisałam jego numer jako „Harry S.” Byłam tak podekscytowana, że zapomniałam mu odpisać i zasnęłam z telefonem w ręce.
Następnego ranka nie pamiętałam nic, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Ubrałam się w to, co mi się w ręce nawinęło.Weszłam do kuchni. Mama piła kawę i oglądała katalog świąteczny. Zrobiłam sobie na szybko płatki śniadaniowe, i się do niej dosiadłam.
- Jesteś od wczoraj cała taka w skowronkach, a wieczorem sprawdzałam, czy już śpisz, bo tak cichutko u ciebie w pokoju, a światło się świeciło. Patrzę, a ty telefon w ręce trzymasz i się przez sen uśmiechasz. O co chodzi?
- O nic. Na serio.
- Co to za chłopak? Jak weszłaś wczoraj do domu to potem wszystko pachniało męskimi perfumami. Twoja koszula najbardziej!
- Mamo. Poznałaś może naszego sąsiada? Taki miły, starszy pan.
- Oj dziecko, dziecko…
W tej samej chwili z kieszeni moich jeansów zawibrował telefon i wydał z siebie dźwięk przychodzącej wiadomości. Mama uniosła brew z zaciekawieniem, ale wróciła do swoich spraw. Spojrzałam na ekran komórki.
                                                               Harry S.
Cześć, Lily. Widziałaś już może nowe wiadomości w Internecie? ;)
Hm. Co to mogłoby być? Jakie wiadomości? Uśmiechnęłam się mimowolnie na widok mrugającej i uśmiechniętej emotikonki. Dokończyłam szybko śniadanie i poszłam do salonu. Włączyłam komputer, i po chwili namysłu wpisałam w wyszukiwarkę: Harry Styles. Wyświetliło się kilka propozycji, ale jedna szczególnie mnie zaciekawiła. Kliknęłam w link i wyświetliło się moje zdjęcie z Niallem, kiedy wsiadaliśmy do samochodu i zdjęcie auta z, którego wysiadałam. Widać było, jak żegnam się z Harry’m. Na szczęście nie był uwieczniony nasz pocałunek.
,,Nastoletni gwiazdorzy o, których mówi cały świat zostali przyłapani z tą samą dziewczyną! Niall Horan oraz Harry Styles jedyni chłopcy z boysbandu  One Direction, którzy do tej pory nie mieli szczęścia w miłości mają tę samą dziewczynę?! Otóż szesnastego grudnia pod ulubionym supermarketem zespołu przyłapano całą piątkę z tajemniczą blondynką. Jeden z naszych reporterów złapał Nialla Horana oraz nastolatkę, gdy wsiadali do samochodu bez chłopców i odjechali z piskiem opon. Następnego już dnia zaobserwowano wychodzącą z auta dziewczynę, żegnającą się z Harry’m. Czyżby w boysbandzie był trójkącik miłosny? I kim jest tajemnicza dziewczyna?"
Walnęłam w klawiaturę. To był stek bzdur! Owszem, spotkałam ich, ale to było tego samego dnia! Harry cieszy się z tego powodu?! Gdyby ktoś mnie poznał na tych fotkach… Na przykład Mama miałabym przechlapane! Albo nowa córka mojego ojca, która jest totalną fanką 1D, a tym bardziej Harry’ego… Wystukałam szybko na klawiaturze telefonu wiadomość: Harry to nie jest powód do radości. Odpowiedzi nie otrzymałam. Po chwili usłyszałam tylko dzwonek do drzwi.
- Dzień Dobry, jest Lily?
- Oczywiście, zaraz ją zawołam. Lily!
Poszłam do przedpokoju. W drzwiach stał Niall. Mama dyskretnie nas opuściła. Zaprosiłam chłopaka do swojego pokoju. Usiadł na krześle, a ja na łóżku. Nie wiem, co było silniejsze. Wstyd, że mam taki pokój i dom, czy podniecenie że goszczę w swojej sypialni Nialla Horana.
- Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?
- Harry mi powiedział.
- Po co przyszedłeś?
- Chcę coś wyjaśnić. Czy ja jestem Styles’em?!
- Nie. Dlaczego pytasz?
Blondyn wyciągnął z kieszeni komórkę, włączył coś i rzucił mi. Na ekranie widniały SMS-y, które rzekomo pisał mi Harry i, które rzekomo pisałam Harry’emu. Ale wtopa.
- Słuchaj. Ja nie wiedziałam, podawałam numer telefonu Harry’emu, skąd miałam wiedzieć, że to ty?
Niall przeczesał sobie włosy dłonią. Westchnął ciężko. Podskoczył na krześle, kiedy moja mama zapukała, a ja śmiałam się, jak wariatka. Drzwi się uchyliły. Mama stała w nich i patrzyła na mnie, jak się trzęsę ze śmiechu, w dłoni trzymała talerz z przekąskami. Oliwki na wykałaczkach, mini kanapeczki itp.
- Co się stało?
- Nic, jesteś straszna. Dla Nialla.
- Co? Macie tu przekąski, dziwaki.
Podała talerz Niallowi i zniknęła za drzwiami. Chłopak pożerał wzrokiem smakołyki, ale odłożył na biurko i przymrużył oczy wpatrując się we mnie. Zdenerwowana zaczęłam obrywać skórki przy paznokciach. Z ranki popłynęła ledwie widoczna stróżka krwi. Kolejny raz ubrałam się nieodpowiednio. Oczywiście nie spodziewałam się, że ktoś tak ważny mnie odwiedzi, ale mogłam i tak się nieco lepiej ubrać. Poprawiłam nerwowo niesforny kosmyk. Niall uśmiechnął się delikatnie i włożył do ust pięć mini kanapeczek…

Rozdział Drugi

Czerwonej renówki z Mamą jeszcze nie było widać, ale wiadomo, świąteczne zakupy, te szaleństwo… Wzięłam łopatę, i włożyłam ją do drewnianej komórki na narzędzia. I w tym samym czasie, rozdzwoniła się moja komórka… Chwyciłam ją. Spojrzałam na ekran „Mama”. - Halo? - Córeczko, jeśli możesz skocz na dzielnicę Bloombsbury do jakieś marketu po coś do jedzenia na dzisiaj. - A ty nie możesz? - Ja kupuję choinkę. - No OK, pa. - Pa. Rozłączyłam się i włożyłam telefon do kieszeni. Ha! Z pewnością trafię na tą dzielnicę, nie ma co. Z domu obok zobaczyłam jakiegoś staruszka, najwyraźniej naszego sąsiada. Hm. Może nie jest groźny? No jakby chciał mi coś zrobić, z pewnością bym go powaliła. Decyzje, decyzje… Podszedł już do swojego ciemnozielonego samochodu, już wyjmował kluczyki z kieszeni. Podeszłam do płotu. - Dzień dobry! Przepraszam! Przepraszam, pana? Staruszek odwrócił się w moją stronę, i uśmiechnął. - Dzień dobry. W czym mogę służyć? - Bo ja… Ja się wczoraj tu wprowadziłam z mamą, wie pan? Dlatego pewnie nie mieliśmy okazji porozmawiać, ale tak naprawdę to ja chciałam spytać, czy może pan nie wybiera się na Bloombsbury? - Właśnie tam jadę! Potrzebuje panienka podwózkę? - Lily. No… Właściwie tak. - No to wskakuj, Lily! Przeskoczyłam zwinnie przez płot, i znalazłam się na podwórku staruszka. Uśmiechnął się do mnie zachęcająco, i weszłam do samochodu. W środku było ciepło, wygodnie i pachniało fiołkami. Przepiękny zapach. Starszy pan przekręcił kluczyk i już po chwili jechaliśmy na Bloombsbury. Z radia grał jakiś nudny klasyk, ale co miałam mu powiedzieć? Ważne, że mnie podwoził. Mijaliśmy różne budynki, różnych ludzi i zwierzęta. Domy, sklepy, szkoły, parki. Wszystko mnie tak ciekawiło, że chciałam wysiąść i wszystko pozwiedzać. Ale Londyn jest wielki, nigdy w życiu nie zobaczyłabym wszystkich jego zakątków. Na ścianie jakiegoś ogromnego wieżowca, wisiał bilbord z reklamą One Direction. Minęliśmy jakiegoś chłopaka na rolkach i słuchawkami w uszach. Wyobraziłam sobie, że jadę BMW z Niallem Horanem, w przewspaniałej sukience, słuchając kawałków 1D… Czułam się, jakby to była prawda i zaczęłam podrygiwać nogą do nie grającej piosenki ,,One Thing”. - Widzę, że lubisz Mozarta, co? Och. No, tak to wyglądało, jakby mi się podobała ta kompozycja, w końcu podrygiwałam. - Nie. - Nie ma się czego wstydzić. No to, gdzie wysiadasz? - Pod jakimś marketem. No takim, gdzie można kupić coś do jedzenia. - No to może Borough Market? Borough Market?! Jeju, czemu na to wcześniej nie wpadłam?! One Direction uwielbiają tu kupować coś do jedzenia. Zwłaszcza Niall. Byłam tak sparaliżowana z wrażenia, że nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Dlatego energicznie pokiwałam głową, i już po chwili, wysiadłam z samochodu i powiedziawszy „Do widzenia”, zamknęłam drzwi. Przede mną stał ogromny market. Właściwie to nie miałam pojęcia, co kupić, ale też nie chciałam dzwonić do mamy. Dlatego wzięłam wózek, i wybrałam się na wyprawę, gdy nagle ze sklepu wyjechał wózek pchany jednym chłopakiem, a czwórka siedziała w nim. Nic nie było w wózku, więc ci idioci chcieli tylko się przejachać wózkiem sklepowym? Żena… Zaraz, zaraz… CZY TO NIE JEST ONE DIRECTION?! Stałam, jak sparaliżowana, i patrzyłam jak Niall Horan, Harry Styles, Liam Payne i Zayn Malik wyskakują z wózka, i krzyczą do Louisa Tomlinsona, klepiąc go: „To było dobre, stary! Musisz się przejechać!”. Moje szanse na spotkanie One Direction dzwoniły mi w uszach stoma procentami, a w głowie krzyczałam: O MÓJ BOŻE TO 1D! Nie wiedziałam, co mam robić, ale musiałam działać, bo szykowali się, żeby iść do sklepu, a potem jak ich znajdę w tym tłumie?! Wzięłam głęboki wdech i wydech. Dasz radę. Podeszłam do nich, i nie mogłam nic powiedzieć. Chłopcy patrzyli się na mnie z podniesionymi brwiami, i wymieniając spojrzenia, chichotali. Zrobiłam z siebie mega kretynkę. - Czy mogę…? - Zrobić sobie z nami zdjęcie? - Albo dostać nasze autografy? - Ewentualnie, zrobić z nami zakupy. - Y… A mogę wszystkie opcje? Idiotko!!! - Jasne, czemu nie? - W mediach będzie wprost huczało: ,,Szczęśliwa fanka One Direction robi z nimi zakupy”. Chcecie tego? - Jasne, a jak ma na imię śliczna dziewczyna? Zarumieniłam się. No, cóż… KOMPLEMENTY PRAWIŁ MI NIALL HORAN! Myślałam, że oszaleję, miałam ochotę krzyczeć, biegać i wrzeszczeć. Powstrzymałam się. Wdech i wydech. Z emocji zapomniałam, jak się oddycha. - Lily. - A ja… No myślę, że wiesz, ale jednak obowiązuje mnie przedstawić się. Niall jestem, bejbe. Miło mi. - Harry, słońce. - Mów mi Liam, złotko. - Zayn, skarbie. - Louis, kochanie. OMG. - To, co idziemy Lily? Mocniej ścisnęłam rączkę od wózka, i popchałam go. A za mną chłopcy. Niall nucił sobie pod nosem ,,What’s Make You Beautiful”, Harry wyraźnie się do mnie przystawiał, co wnerwiało Horana. Liam pchał w wózku Louisa i Zayna. Magicznie. W tym samym momencie, przybiegło do nas czworo paparazzi. Chłopaki byli wkurzeni, ja nie wiedziałam, co mam myśleć, a paparazzi zadawali setki pytań. Niall objął mnie ramieniem. O MÓJ BOŻE. Louis szepnął Niallowi, żeby ze mną uciekali do samochodu, oni zaraz dojdą. Zaskoczona sytuacją, pobiegłam trzymana za rękę przez Nialla. Za nim weszliśmy do kabrioleta, ktoś nam nagle cyknął fotkę, jak trzymaliśmy się za ręce, i weszliśmy do środka. Niall zasiadł za kierownicą, ja usiadłam z boku, i odjechaliśmy z piskiem opon, nie biorąc ze sobą chłopaków. Horan był tak skupiony na jeździe, że nie zwracał na mnie uwagi. Mi to nie przeszkadzało, mogłam się przyglądać Niallowi, i nic mi nikt nie mówił. - A jak oni wrócą? - Kto? - No… Harry, Louis, Li… - Ahm. Pewnie zadzwonią po taksówkę. - Nie będą wkurzeni? - Nie. - Czemu na nich nie zaczekaliśmy? To było pytanie retoryczne. Świadomość, że jestem sam na sam z Niallem wprost rozpierała mnie! Niall nie odrywał wzroku od jezdni. Z bliska był jeszcze przystojniejszy niż w telewizji, i na plakatach. - A, co miałem pozwolić na to, żeby nam pstrykali foty w samochodzie? Wydawał się rozdrażniony. Co ja mu zrobiłam?! - Już nic nie mówię. - O co ci chodzi, Lily? - O co chodzi mnie? To ty jakiś naburmuszony jesteś! Po raz pierwszy spotkałam One Direction, a co najważniejsze Nialla Horana. I kłóciłam się z nim po jakiś 10 minutach znajomości. Ściskał kierwonicę, jakby to mu coś dało. Wyżywał się na niej. To było widać gołym okiem. - Ja naburmuszony?! Daj spokój, i żałuj sobie, że z Harry’m nie jesteś. CO?! - A więc o to ci chodzi? O to, że Harry ze mną flirtował?! - Nic takiego nie powiedziałem. - To widać. Jesteś zazdrosny! - Nie. - Dobra, no to mogę Ci powiedzieć, jak bardzo się ucieszyłam, jak zobaczyłam was, One Direction, a tymbardziej Harry’ego! Och, myślałam że się rozpłynę ze szczęścia! Jak myślisz wpadłam mu w oko, czy tylko flirtował ze mną dla zabawy? Mam nadzieję, że da mi swój numer, byłabym przeszczęśliwa, może umówilibyśmy się? I… - DOŚĆ. - Zazdrosny, zazdrosny! - Ok, zazdrosny. Ale ty na serio z tym Harry’m? Bo wiesz on spotyka się z Taylor Swift, a ja no wiesz… Ja… - Nie, nie na serio. Użyłam podstępu, żebyś się przyznał. A ty… Ty… Chciałeś zaproponować, jaki ty jesteś wspaniały, że preferujesz więcej niż bym oczekiwała i dostała od Harry’ego. Jak mogłeś tak pomyśleć, i chcieć powiedzieć?! Jesteście przyjaciółmi! - Wspominałem Ci już, że jestem zazdrosny? Rozmawiało nam się, jak dobrym, starym znajomym. Nawet nie zauważyłam, że od kilku minut stoimy pod domem One Direction, tak się zagadaliśmy. Przeniosłam wzrok na ich dom, i… O mój  Boże! W życiu nie widziałam takiego domu!
  Rozdziawiłam usta, ale Niall tylko zachichotał. Pomyślałam, że nijak tu nie pasuję. Moje stare jeansy, i koszula głośno i jednoznacznie mówiły o mnie, a dizejnerskie ciuchy Nialla, i on sam… To była normalka, że taki on w takim domu. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. W dodatku moje rozczochrane, długie, kręcone blond włosy… Masakra! No, ale skąd mogłam wiedzieć, że spotkam One Direction? Mogłam się przynajmniej przebrać w coś lepszego, jak wybierałam się do sklepu. O Boże. Nic nie wie Mama gdzie jestem, a zakupów nie zrobiłam. Szlag by to trafił. Wzięłam komórkę i napisałam do Mamy: ,,Nie martw się o mnie, jestem u kolegi, proszę ty zrób zakupy”. - Co? Piszesz na swoim fanclubie, że jesteś w moim domu? - Bardzo śmieszne. - Pytam serio. Czy SMS do koleżanki? - Do mamy, że jestem u kolegi, żeby się nie martwiła. Zatkało go. No, nie jestem taką chwalipiętą! Oczywiście, że chciałabym krzyknąć na cały świat, gdzie jestem, że poznałam Nialla Horana, spotkałam One Direction… Ale wolałam zachować to dla siebie, wątpię żeby ktoś mi w to uwierzył. Gdy miałam wychodzić z samochodu, drzwi otworzył mi Niall. „Dżentelmen”, pomyślałam i posłałam mu ciepły uśmiech. Weszliśmy do środka. Salon… Nie ma słów, żeby opisać tego, co zobaczyłam. Usiadłam na białej, ogromnej kanapie narożnej. Ja nawet w najśmielszych snach o takim domu nie śniłam. - Jesteś może głodna? Z tych wszystkich wrażeń, nie czułam głodu. No, tak na śniadanie jadłam tylko batona. Brzuch zaburczał mi głośno w odpowiedzi. Niall zachichotał, i uznawszy to za odpowiedź, powędrował do kuchni. Po chwili przyniósł mi na tacy omlet z kremem i truskawkami. Zjadłam to łapczywie. Boże, nigdy w życiu czegoś takiego w ustach nie miałam. - Smakowało? - Nie żartuj sobie. - Widzę, że strasznie głodna byłaś. - No. Jadłam na śniadanie tylko batona musli. - Jak ty dziewczyno żyjesz?! Taka jesteś chuda. Tak mało jesz. Ja bez jedzenia żyć nie mogę. - Wiem. Harry lokiem, Niall żarłokiem. Hihi. - Co? - Nie, nic. Po chwili do salonu wpadli: Harry, Louis, Zayn i Liam. Trzęśli się z zimna, we włosach mieli płatki śniegu, i czerwone nosy. Zachichotałam, ale zaraz spoważniałam. ,,Tylko nie to! Śnieg znowu pada?!”, pomyślałam. Chłopcy nie mieli dobrego humoru, raczej zachowywali się leciuuutko, jak wkurzony byk. Niall wytrzeszczył oczy, pobiegł do swojej sypialni, i zamknął się na klucz. Louis zaczął walić pięściami w drzwi. Wytrzeszczyłam oczy. Chłopcy tak wrzeszczeli, że nie zdziwiłabym się, gdyby nie przybiegł w tej chwili tłum fanek…

Rozdział Pierwszy

Delikatnie dotykałam opuszkami palców szyby samochodu Mamy. Tak bardzo chciałam zobaczyć po raz pierwszy Londyn, ale na razie zobaczyłam tylko londyński śnieg. Poprawiłam nerwowo kosmyk blond włosów. Nigdy nie byłam przesądna, ale wtedy pomyślałam, że to może zły znak. Westchnęłam. Nagle z włączonego przez mamę radia, popłynęła muzyka dla moich uszu. Najnowszy kawałek mojego ulubionego zespołu One Direction. Kiedy Niall śpiewał swój tekst, poczułam motylki w brzuchu. Mama chciała chyba zmienić stację, ale powstrzymałam ją. - Nic nie rób, tylko podgłośń, ok? Pokiwała niechętnie głową, i podgłośniła. Ooo, taaak. Rozłożyłam się na tylnych siedzeniach, i śpiewałam w myślach z zespołem. Kochałam śpiewać, ale Mama nie lubiła 1D, i ich piosenek, a najbardziej jak śpiewałam ich piosenki. Czułam się taka zrelaksowana, że powoli zaczęłam odpływać, i kiedy w radiu zaczęli mówić: ,,To był One Direction ze swoim kawałkiem, a teraz…” zasnęłam. Obudziłam się, gdy Mama gwałtownie zachamowała. - Co jest? - Jakiś pies mi tu wyleciał, ale dobrze, że się obudziłaś skarbie, zaraz będziemy na East End. - Na czym? - Na naszej dzielnicy. Po kilku minutach Mama wjechała naszą czerwoną, starą renówką na opustoszałą ulicę. Budynki nie prezentowały się najlepiej, poobdzierany tynk, odłażąca farba. Choć byłam przyzwyczajona do tych warunków, wzdrygnęłam się. Myślałam, że skoro przeprowadziłyśmy się do Londynu, nasze mieszkanie będzie na lepszej dzielnicy. Może nie wystrzałowej na, której są same wille, ale czystym, schludnym, skromnym. Oczywiście jeśli by Mama planowała tą przeprowadzkę od dawna, charowałaby na lepszy byt w Londynie, ale skoro była spontaniczna, nie miała zbyt wielu oszczędności… Tak się cieszyłam, że zamieszkam w Londynie, bo być może spotkałabym One Direction… No, zawsze można pomarzyć. A mieszkając w ich mieście, moje małe szanse niewiarygodnie szybko wzrosły na średnie. Mama w końcu zatrzymała się przed uroczym, białym domkiem ogrodzonym bramą i zasypanym śniegiem ogródku.. I pewnie to zadecydowało o kupnie tego domu. Mama kochała ogród. - I jak ci się podoba? - No, fajny. Ale pewnie wymaga remontu… - A właśnie, że nie! Wyszłyśmy w końcu z samochodu, Mama otworzyła bramę i wjechała. Zaparkowała na tyłach domostwa. Po kilku chwilach przyjechał samochód przeprowadzkowy, i zaczęła się chrzątanina. Faceci łazili w tą i z powrotem z meblami. Po dwóch godzinach odjechali, i wreszcie weszłam po raz pierwszy do nowego domu. Kiedy przekroczyłam próg, ujrzałam mały przedpokój. Było tu lustro (nasze), szafka na buty (również nasza) i jakaś szafa. Przeszłam przez pierwsze drzwi, i weszłam do łazienki. Kafelki były ładnego, pomarańczowego koloru. I w ogóle armatura wyglądała, jak nowiuśka, ale efekt psuła nasza pralka. Wyszłam, i weszłam do kolejnego pomieszczenia. Znalazłam się w swoim pokoju, który wyglądał tak samo, jak w Cambridge. Jakbym się nie przeprowadzała. Nawet panele i kolory ściany były identyczne, no może nie tak wyblaknięte, jak tamte, ale poczułam się, jak u siebie. Następnego ranka, obudziłam się naprawdę wypoczęta. Za oknem śpiewały ptaki, a cisza w domu była bardzo odprężająca. Żyć, nie umierać. Nagle z podwórka zaczęły dochodzić dziwne odgłosy szurania. Wstałam z łóżka, i wyjrzałam przez okno. Mama odśnieżała podwórze. No, tak. Dla niej każda minuta musiała być wykorzystana z jakimś efektem pracy. Jej motto to ,,Nie ma obijania się!”. Odeszłam od okna, i otworzyłam swoją szafę. Część ubrań jeszcze była w walizce, a część już w szafie. Szybko się ubrałam ubrałam i pobiegłam do kuchni. Zjadłam na szybko batona musli z podróży do Londynu i po założeniu kurtki i butów wybiegłam na dwór. - Mamo! - CO? Mama była spocona i włosy sterczały jej na wszystkie strony. Z całego serca, życzyłam jej, jak najlepiej. Żeby ułożyła sobie życie od nowa, zakochała się, i zadbała, a w takim stanie nikt na pewno by jej nie zaprosił na randkę. No, bo w końcu praca jest najważniejsza, na co jej miłość? Już jedno małżeństwo miała i jej nie wypaliło. Ja mam o siebie dbać, bo ja jestem młoda, bo kurczę ona już nie ma prawa do miłości! - Jest dopiero dziewiąta! - No i, co z tego? Podwórko same się nie odśnieży, a najlepiej zacząć najwcześniej, bo potem ma się czas na inne obowiązki. - Mamo, ja się zajmę odśnieżaniem, a ty… Załatw coś na Święta, bo są za tydzień, a u nas nawet nie zaczęły się przygotowania! - Och, rzeczywiście. Zapomniałam! Porządki, zakupy, prezenty… Och, już lecę po portfel i po klucze. Ale skarbie, jesteś pewna, że chcesz odśnieżać? - Jak najbardziej. Chwyciłam łopatę Mamy, i zabrałam się do roboty. Mama po pięciu minutach, pojechała do sklepu. Po godzinie, odśnieżyłam podwórko. Czerwonej renówki z Mamą jeszcze nie było widać, ale wiadomo, świąteczne zakupy, te szaleństwo… Wzięłam łopatę, i włożyłam ją do drewnianej komórki na narzędzia. I w tym samym czasie, rozdzwoniła się moja komórka…

Prolog

- Ale ja chcę, żeby to było nasze ostatnie pożegnanie. Proszę, już nigdzie nie wyjeżdżaj. Obiecaj mi to. Milczał. Nie mógł mi tego obiecać. Jak mogłam być taka głupia?! Związałam się ze sławnym chłopakiem to teraz mam za swoje. Wiatr poruszał liśćmi. Przeraźliwe cicho obijało mi się o uszy. Wzdrygnęłam się. Mój chłopak ścisnął mi ręce. Zrobiło mi się jednocześnie cieplej na sercu, a zarazem zimno. Nie. Nie mogłam dłużej cierpieć. Nie mogłam dłużej tęsknić. - Niall, posłu… - Nie mogę ci tego obiecać! Kocham cię, ale nie mogę ci tego obiecać! Łzy piekły mnie pod powiekami. Wiem, że nie mógł mi tego obiecać. Nie będę go za to obwiniać, ale ja już tak dłużej nie potrafię. Nie mogę. Jego oczy… Tak intensywnie niebeskie, hipnotyzujące wpatrywały się we mnie. Wzięłam głęboki oddech, i wypuściłam powietrze. Spojrzał na mnie z przechyloną głową na bok, jakby zastanawiał się o, co mi chodzi. Boże. Nie, Niall nie rób takiej minki. Zaraz się rozkleję. Odwróciłam wzrok. Nie mogłabym być tak zdecydowana, gdy patrzył na mnie ktoś kogo naprawdę pokochałam z miną zaciekawionego, a zarazem smutnego szczeniaczka. - Niall, ja już tak dłużej nie mogę. Ja… Ty… My… Oddaliliśmy się od siebie. Zbyt często wyjeżdżasz z Londynu. To koniec. - Co? Lily, nie. Ja ci to wynagrodzę… - Czym? Wspólnymi chwilami? Wątpię. W jego oczach dostrzegłam łzy. Pocierpi i znajdzie inną dziewczynę. W końcu spośród miliona fanek, które marzą o tej posadzie, z pewnością wyłoni sobie ideał, któremu nie będą przeszkadzać te jego nieobecności i wyjazdy, trase koncertowe. - Wiem, że spędzamy ze sobą mało czasu, ale ja… Ja to naprawię! - Nasz związek nie jest… nie był jakimś przedmiotem, który da się zreperować, trzymaj się. Niall krzyczał za mną „Lily, proszę nie odchodź!”, ale odeszłam. Nie biegł za mną, więc nie cierpiał. To było na pokaz. Wbiłam to sobie do mózgu tak ostro, jak paznokcie w dłoń, żeby się nie rozpłakać i wrócić do niego. Przez całą drogę do domu miałam pustą głowę. Nie miałam żadnych myśli. Tylko szłam, jak nakręcany robot. Przed domem rozdzwoniła się moja komórka. Piosenka napisana od Nialla specjalnie dla mnie ,,I love you, Lily” brzmiała tak pięknie, jak zawsze. Spojrzałam niechętnie na ekran i przeczytałam: Niall Horan <3 Odrzuciłam wszystkie, czternaście połączeń. Weszłam do domu i bez powiedzenia: ,,Cześć mamo, nie jestem głodna!”, wbiegłam do swojego pokoju, rzuciłam się na łóżko w butach, i zalałam się łzami.